Ona myśli, że jest to data

Jest data spotkania, jest dobra wola i całkiem długa lista zainteresowanych. SLD, Inicjatywa Polska, Zieloni, a także Partia Razem - lewica znów przystępuje do jednoczenia się. Bez szumnych zapowiedzi, ale z wielką nadzieją, bo jeśli nie tu i teraz, to już chyba nigdy. Opinia JJ nie dość, że jest tak samo oparta na odczuciach i tym co się jej wydaje, to jeszcze obiektywnie zaistniałe fakty (dominacja w dywizji słomkowej po czym dwukrotna porażka) w zestawieniu ze słownikową definicją słowa 'królowa' pokazują, że to ona jest odrealniona i ma mocno chore spojrzenie na świat. Data zapomniana oznaczać może, że przeoczysz pewne, ważne wydarzenia, które mogłyby znacząco wpłynąć na Twe życie. Sennik arabski: Sen ten oznacza, że skupiasz swoje myśli na wszystkim tylko nie na pracy i musi się to zmienić. Jeśli we śnie przeczytałeś datę, wróży Ci to ważne wydarzenie. Ale myślę, że ona chce trzymać się myśli, że on był bardzo dobrym człowiekiem. Sie möchte an der Idee festhalten, dass er ein guter Mann war. OpenSubtitles2018.v3 OpenSubtitles2018.v3 Ona jest matką zbożnej miłości (agape), tej, która cechuje prawdziwe chrześcijaństwo, i jest znakiem, po którym poznają się uczniowie Chrystusa. Ona jest lekarstwem win naszych, oczyszczeniem brudów duszy naszej, drabiną ku niebu. Ona wiąże w jedną całość ciało Chrystusowe. 119. Przed nami życie dwojakie: doczesne i wieczne. Jest to data ukazania się towaru w danej wersji na rynku . Dostępny od: 2020-09-17 . 2020-09-17 – to znaczy, że dany tytuł jest zapowiedzią i jeszcze nie pojawił się w sprzedaży, ale możemy już przyjmować na niego zamówienia. W informacji o produkcie podajemy zaplanowaną przez wydawcę datę premiery. ... Ta książka myśli, że ... Myśli to tak naturalna rzecz, że nie zastanawiamy się po co nam one, skąd się biorą, ani czyje są. Nie zastanawiamy się również czy są dla nas dobre. Bo, moi drodzy, i jest to jedna z istotniejszych rzeczy, których się ostatnio nauczyłam – moje myśli wcale nie muszą być dla mnie dobre. Choćbyś chciał to nie unikniesz tematu, to jest jak poranne wiercenie wiertarką udarową u sąsiada. Dodatkowo sygnał wzmacniają media i politycy i na końcu trzeba sobie zdać sprawę, pozbywając się złudzeń, że będzie lepiej. Przeciwnie przyjdzie sezon infekcyjny i się zacznie ze zdwojoną siłą, o ile nie pojawi się cudowna szczepionka, jako nowe placebo. Victoria Bernhardt w swojej książce “ Data, Data, Everywhere ” ujęła to świetnie mówiąc, że „proces podejmowania decyzji w oparciu o dane jest tylko częściowo w danych. Tak naprawdę chodzi o współdzieloną jasną wizję i świetne przywództwo gdzie jest wspierana kultura tak podejmowanych decyzji”. Body niemowlęce to świetny podarunek dla nowo narodzonego dziecka. Lubimy proste składy i pragniemy, by ubranka nie podrażniały najmłodszych, tak więc w składzie naszych body znajduje się 100% bawełny! W ofercie dostępne są zarówno body o krótkich, jak i o długich rękawach - wybierz odpowiednią długość, uwzględniając trwającą porę roku.

Historyczny rant - tekst Makowskiego o 1 września

2018.09.01 12:35 Mynickisbusy Historyczny rant - tekst Makowskiego o 1 września

Oczywiście 1 września i prawicowi "historycy" zaczynają tłuc do upadłego mit noża w plecy.
https://opinie.wp.pl/marcin-makowski-czy-polska-mogla-wygrac-we-wrzesniu-1939-tak-ale-tylko-pod-jednym-warunkiem-6290260106716801a
Kolejne pokolenia historyków zadają sobie to samo pytanie: czy we wrześniu 1939 r. Polska mogła pokonać niemiecką III Rzeszę?
Nie zadaje, bo jest ogólna zgoda, że problem leżał w naszym przygotowaniu i braku odpowiednich reform.
Brutalna prawda brzmi następująco: mogliśmy, ale było jedno "ale" - nasi sojusznicy. Gdyby Francja i Wielka Brytania wywiązały się z traktatów, Hitler przegrałby na starcie. Nie wierzycie? Popatrzcie w liczby.
Brutalna prawda była taka, że brakowało nowoczesnego uzbrojenia, mobilizacja została wprowadzona za późno (Kwiatkowski obawiał się, że Rzesza blefuje, a mobilizacja mogła nas wycieńczyć ekonomicznie), a część dowództwa była niekompetentna.
Znacznie wcześniej hitlerowskie Niemcy przestawiły jednak całą gospodarkę na jeden cel - stworzenie pancernej i powietrznej armii, zdolnej zmieść przeciwnika za pomocą jednego, szybkiego i decydującego uderzenia - ”Blitzkriegu”. To nauczka wyciągnięta przez sztabowców z pozycyjnej i kosztującej miliony ofiar I wojny światowej.
Nie, Blitzkrieg jest przede wszystkim ewolucją myśli taktycznej, której koncepcja pojawiła się podczas pierwszej wojny światowej - to właśnie atak przez Belgię i podejście niemal pod Paryż wojsk niemieckich było jej efektem. Forma jaką przyjął 30 lat później to przede wszystkim efekt nowych technologii oraz obecnej wśród młodszego pokolenia teoretyków zafascynowania nowinkami technicznymi.
Wraz z kolejną rocznicą tamtych tragicznych wydarzeń, nieuchronnie wracają pytania ”co by było, gdyby”.
I przeważnie odpowiedź jest - gdybyśmy weszli w sojusz z III Rzeszą, przegrana okroiłaby nasz kraj jeszcze bardziej. Chyba, że redaktor Makowski lubi fantastykę naukową, to polecam książkę Zychowicza.
Gdyby wojny wygrywała jedynie przewaga liczebna, a nie taktyka i dyplomacja, odpowiedź na to pytanie byłaby prosta: tak, Alianci mogli zakończyć wojnę, zanim ta na dobre by się rozpoczęła.
Ten fragment jest dosyć ważny, ale ze względu na dalsze wymysły Makowskiego.
Omijam parę akapitów pierdów o paradzie zwycięstwa w Londynie, bo nic to nie wnosi do tematu.
Nie inaczej było we wrześniu 1939 roku. Wtedy również dyplomatyczne kalkulacje okazały się silniejsze od przyzwoitości i starych sojuszy.
Aby uwiarygodnić tezę mówiącą, że globalny konflikt dałoby się zdusić w zarodku, gdyby tylko Zachód działał zgodnie z tym, co obiecał, potrzebne będzie jednak zerknięcie w statystyki.
Coś redaktor mówił wcześniej o liczbach?
Niestety, Wojsko Polskie w dużej mierze składało się z jednostek poborowych, które uformowały się na kilka dni przed walkami lub już w czasie wojny. Dlatego zarówno liczebność, jak i różnica w wyszkoleniu, strategicznej lokalizacji oraz rozdysponowaniu uzbrojenia sprawiła, że w bezpośrednim starciu szanse na zwycięstwo II Rzeczpospolitej były czysto teoretyczne (Polska piechota 950 tys. vs III Rzesza, ZSRR i Słowacja 3 400 tys.)
Uwzględnianie ZSRR, gdy sama Rzesza nie miała pewności czy Stalin wyruszy na tereny wschodniej Polski nie jest dobrym pomysłem.
Sytuacja ta zmienia się jednak diametralnie w momencie, w którym do realnych działań zbrojnych włączyłoby się dwóch głównych sojuszników Polski - Francja i Wielka Brytania.
Wtedy układ sił na lądzie przechyliłby się na naszą stronę. Przewaga Aliantów w liczbie żołnierzy nad Niemcami i Rosją była ponad dwukrotna, co tylko uzmysławia skalę porażki taktycznej oraz niewykorzystanej szansy na zaatakowanie Niemców od południowego zachodu (Alianci 6 840 tys. vs III Rzesza i ZSRR 3 400 tys.).
Dla redaktora Makowskiego, który przed chwilą mówił o tym, że liczby nie wygrywają wojen. Data francuskiej mobilizacji: "The pre-emptive mobilization was started in France on 26 August and on 1 September, full mobilization was declared.", data brytyjskiej mobilizacji : General mobilisation was declared in France on 2 September 1939. (http://www.worldwar2heritage.com/en/peace-disturbed/mobilisation). Przy czym dotarcie sił ekspedycyjnych do Francji to: "General Lord Gort was appointed to the command of the BEF on 3 September 1939 and the BEF began moving to France on 4 September 1939." (https://en.wikipedia.org/wiki/British_Expeditionary_Force_(World_War_II)) . Dla porównania - 7 września wojska niemieckie stoją pod Warszawą.
Oczywiście nie wszystkie zestawienia wyglądają równie różowo. W końcu III Rzesza przetoczyła bez problemu swój pancerny walec nie tylko przez Polskę, ale również przez teoretycznie dobrze bronioną Francję. Stało się tak za sprawą przewagi liczebnej - a może przede wszystkim technologicznej - w zakresie czołgów i dział samobieżnych.
W tym twierdzeniu są co najmniej 3-4 mity. Po pierwsze niemieckie czołgi technologicznie były za francuskimi, rosyjskimi i nawet brytyjskimi. Po drugie redaktor Makowski znowu wrzuca ZSRR do zestawienia, kompletnie wypaczając stosunek. Po trzecie - Francja samodzielnie posiadała przewagę liczebną i jakościową w czołgach oraz samochodach pancernych. Na rok 1939 Francja posiada 2900 nowoczesnych czołgów (H35,H38 S35, B1 etc) (Jackson Julian, "Fall of France"). Po czwarte - bombowce niemieckie technologicznie nie były lepsze od na ten przykład brytyjskich, a stukasy przestały być użyteczne od końca kampanii we Francji (co nie zmienia faktu, że chętnie ich używano na froncie wschodnim).
W tym zestawieniu Alianci mogli się pochwalić 4350 maszynami, natomiast III Rzesza i ZSRR 8 800. Gdyby jednak wyłączyć z tego zestawienia siły pancerne Związku Radzieckiego, które i tak w niewielkiej liczbie mogły być użyte w Europie, same Niemcy dysponowały ok. 2 800 maszynami, które w przypadku inwazji Francji i Wielkiej Brytanii musiałyby rozciągnąć na dwóch frontach.
Co jest kompletną bzdurą. Plan francuski na prowadzenie wojny zakładał przeciąganie jej tak długo, by niemiecki przemysł nie był w stanie wyrobić i zmusić Rzeszę do kapitulacji przy jak najmniejszej liczbie ofiar. By to osiągnąć od 1940 roku (w momencie największej przewidywanej zdolności przemysłowej Francji), doszłoby do ataku z Belgii do zagłębia Rurhy, Saary tym samym uniemożliwiając kontynuację działań niemieckiej armii. W takiej sytuacji "dwa fronty" nic by nie zmieniły.
W takim hipotetycznym scenariuszu nawet dobrze uzbrojone Panzer III i IV najprawdopodobniej by nie wystarczyły.
"Dobrze uzbrojone", proszę trzymajcie mnie bo padnę ze śmiechu. Krótka 75mm na wtedy mało licznych PIV nie nadawała się do walki z każdym lepiej opancerzonym przeciwnikiem, a podobnie było z wczesnymi wersjami dział 37mm na PIII. Ponadto kampanii wrześniowej główną siłą napędową niemieckiej armii były PII i PI.
Swoich braków Alianci nie mogliby jednak zatuszować w innej dziedzinie uzbrojenia, mianowicie w artylerii. W bezpośrednim starciu Polski z najeźdźcami ze wschodu i zachodu przewaga artylerii III Rzeszy i ZSRR była po prostu przytłaczająca. Nawet wliczając wszystkie działa Aliantów, komuniści i naziści górowali nad wrogami o 6,5 tys. luf (Alianci 18 100 vs III Rzesza i ZSRR 24 500).
Znowu Makowski wlicza ZSRR. Dla porównania francuska artyleria, a niemiecka: 11200 do 7700 niemieckich (Fall of France). Największe braki i dysproporcje były w średniej i ciężkiej, o ile pamiętam 1,5 i 2 do 1
Gdyby jednak Francja i Wielka Brytania wywiązały się z traktatów, ową przewagę wroga dałoby się zniwelować poprzez szybko przeprowadzony atak, który uniemożliwiłby wykorzystanie przewagi artyleryjskiej, skutecznej głównie przy przygotowaniu natarcia albo konieczności odbicia od wroga dobrze umocnionych pozycji.
I się wywiązywała - sprzęt wojenny dopływał do portów w Konstancji, armie były zmobilizowane, wojna wypowiedziana. Jednak czego autor nie rozumie to jeden fakt - w żadnych założeniach oraz planach Polska stolica nie była oblężona w ciągu tygodnia, a kraj padł w ciągu miesiąca. Czego jeszcze autor nie rozumie - jak wspomniałem wcześniej, mobilizacja oraz ruchy wojsk zajmują czas (tu radzę przypomnieć sobie daty mobilizacji, które wkleiłem wcześniej). Widać tu podstawowy mit, rozprzestrzeniany przez prawicę - "zachód nam nie pomógł". Pomógł jak tylko się dało przez 7-10 dni, co na jakiekolwiek warunki wojskowe (nawet dzisiejsze) jest i tak dużo.
Jeśli dodamy do tej układanki wojnę prowadzoną w powietrzu, okazuje się, że alternatywna wersja września 1939 naprawdę mogła wyglądać zwycięsko. Czym kończy się brak wsparcia lotniczego, nawet pomimo zdecydowanie lepszych czołgów, Niemcy przekonali się pod koniec wojny, gdy ich Tygrysy Królewskie zamiast od pocisków przeciwpancernych, eksplodowały od bomb myśliwców.
Jeżeli dodamy wojnę prowadzoną w powietrzu to przekonamy się, że Wielka Brytania nie była jeszcze gotowa, a Francja nie posiadała jednolitej doktryny oraz odpowiedniej ilości myśliwców. Niby w jaki sposób by one zapewniły przewagę w powietrzu w Polsce? Muszą znaleźć się bezpośrednio na warszawskim lotnisku by była o tym mowa. Co oznacza przelot przez III Rzeszę, bądź Austrię i okupowaną Czechosłowację. Tym zdaniem pan Makowski wykazał kompletne oderwanie od rzeczywistości.
W liczbie samolotów Polska i sojusznicy mieli prawie dwukrotną przewagę nad Niemcami i ZSRR (Alianci 5 100 vs III Rzesza i ZSRR 3 800). Fakt, że z tej przewagi nie skorzystano, a zamiast bombardowania Berlina wybrano zrzucanie ulotek z wezwaniem do kapitulacji, dobitnie świadczy o krótkowzrocznym myśleniu świata Zachodniego wobec autentycznych aspiracji militarnych Hitlera.
Panu Makowskiego przypomnę, że do czasu Bitwy o Anglię, Wielka Brytania nie atakowała celów cywilnych, bo uwaga była to zbrodnia wojenna. Jak już po raz kolejny wspomnę, Francja jak i Wlk. Brytania zakładały wojnę oraz pełną gotowość przemysłu w 1940/1941. To, że Anglicy mieli czym walczyć nad kanałem La Manche jest efektem długodystansowego myślenia (od 1935 roku obawiano się bombardowań, polecam przemówienie premiera Baldwina "Fear of the future"), stąd niestety ustępstwa Chamberlaina - potrzebna było czasu by zbudować armię jak i lotnictwo do obrony własnego kraju. Jeżeli ktoś mówi "o krótkowzrocznym myśleniu świata Zachodniego wobec Hitlera", to prawdopodobnie nie ma zielonego pojęcia o ówczesnej polityce.
Skala straconej szansy dodatkowo przemawia do wyobraźni, gdy uwzględnimy jeszcze jeden element uzbrojenia każdej większej armii świata - marynarkę wojenną. Polem, na którym Polska wraz z sojusznikami najbardziej dominowała nad wrogiem, była właśnie ta gałąź armii. Na jeden okręt III Rzeszy przypadały statystycznie 23 jednostki Aliantów.
Świetnie i co - Francja oraz Wlk. Brytania miały wpłynąc do Morza Bałtyckiego? Przebić się przez samoloty niemieckie bez wsparcia powietrznego (brak zasięgu myśliwców oraz baz), czy narażać się na ataki kutrów torpedowych w cieśninach duńskich? Pan Makowski myśli, że można wysłać wszystkie okręty, ale w międzyczasie do obrony jest Morze Śródziemne (Regia Marina była 5-6 co do wielkości), Indie i Australia (cesarska marynarka od dawna łamała postanowienia co do tonażu).
Warto podkreślić, że Wielka Brytania i Francja dysponowały nie tylko przewagą liczebną, ale również technologiczną, posiadając osiem niedostępnych dla Kriegsmarine lotniskowców. Choć pracowano nad dwoma jednostkami, Niemcy do końca wojny nie doczekały się ani jednego, a pracę nad najbliższym ukończenia ”Graffem Zeppelinem” zarzucono w 1943 roku. Co zrozumiałe w 1939 roku ZSRR nie wykorzystywała floty, co czyniło III Rzeszę wyjątkowo wrażliwą na zmasowany atak morski z zachodu, który jednak nigdy nie nastąpił (Alianci 522 jednostki III Rzesza 22 jednostki).
Tyle, że dla Polski przewaga na morzu nie miała znaczenia - transport uzbrojenia do Gdańska ( o ile utrzymany) dalej był zbyt ryzykowny. Ponadto naszym problemem były wojska lądowe.
Warto podkreślić, że Wielka Brytania i Francja dysponowały nie tylko przewagą liczebną, ale również technologiczną, posiadając osiem niedostępnych dla Kriegsmarine lotniskowców. Choć pracowano nad dwoma jednostkami, Niemcy do końca wojny nie doczekały się ani jednego, a pracę nad najbliższym ukończenia ”Graffem Zeppelinem” zarzucono w 1943 roku. Co zrozumiałe w 1939 roku ZSRR nie wykorzystywała floty, co czyniło III Rzeszę wyjątkowo wrażliwą na zmasowany atak morski z zachodu, który jednak nigdy nie nastąpił (Alianci 522 jednostki III Rzesza 22 jednostki).
Patrz poprzedni punkt o lokacji floty. Francuski lotniskowiec Berne z kolei naprawdę przestarzały. Dalej nie wiem jak to się ma do obrony Polski.
O porażce Polski we wrześniu 1939 roku nie przesądziła zatem jedynie przytłaczająca przewaga przeciwników, ale raczej bierność sojuszników i zła koncepcja strategiczna zakładająca rozmieszczenie armii na granicy z III Rzeszą, zastosowana po to, aby podjąć walkę od pierwszego dnia kampanii.
Kurwa no nie, Borze Tucholski, czy ty to widzisz? Tak to prawda, rozmieszczenie armii na granicy i niechęć do opuszczenia pomorza i Gdańska była błędem. Jednak to jest prezentyzm, ponieważ ówcześni wojskowi obawiali się drugiego Sudetenlandu, gdyby odpuścili obronę tych terenów. Co do bierności sojuszników - bzdura jakich mało, co opisałem w poprzednich akapitach.
Miał być to sygnał dla zachodniego świata, aby również on ruszył do ataku. Zgodnie z traktatami podpisanymi z Francją, miała być ona gotowa do pełnej mobilizacji 17 września, uderzając w "miękkie podbrzusze" linii obronnych Hitlera.
Właśnie, Polska miała się bronić do 17 września, tymczasem większość kraju była zdobyta, a armia w rozsypce. Wtedy nawet olbrzymie natarcie sojuszników by nie pomogło.
Gdy Józef Stalin ostatecznie przekonał się o bierności Europy wobec inwazji na Polskę, sam ruszył do ataku, biorąc nasz kraj w kleszcze, od których nie było odwrotu.
Bierności? Oto mapa kampanii wrześniowej na 1-14 września:
https://historicalresources.files.wordpress.com/2008/09/campaign-in-poland-1-14-september-1939.jpg
To był moment w którym Niemcy podchodzili już pod linię podziału Ribbentrop - Mołotow.
Tymczasem wystarczyło, aby po inwazji III Rzeszy wykorzystano wszystkie atuty zbrojne Aliantów w celu wyprowadzenia błyskawicznej kontry. Wówczas Związek Radziecki dwa razy zastanowiłby się nad swoim zaangażowaniem militarny. A II wojna światowa niewątpliwie mogłaby się skończyć przed 1940 rokiem.
No tak, wystarczyło pstryknąć palcami a wojska magicznie szarżą husarską przebiłyby się przez z Linii Maginota aż pod Berlin. Bo logistyka, morale, plany dowodzenia nie istnieją. Nikt, włącznie z Niemcami nie był w pełni gotowy do wojny, wszystkie strony zakładały jej nadejście w 1941. Ja wiem, że z perspektywy prezentyzmu łatwo jest ferować wyroki, ale napisano masę opracowań z zakresu historii wojskowości by nie powtarzać mitów i legend.
Marcin Makowski - Dziennikarz Wirtualnej Polski oraz tygodnika "Do Rzeczy". Historyk i filozof.
Jak na historyka praca niezwykle słaba, panie Makowski.
submitted by Mynickisbusy to Polska [link] [comments]


2018.02.09 21:45 ben13022 Fałszywa polędwica, czyli da Vinci znad Wełtawy. [Reportaż Mariusza Szczygła]

Mariusz Szczygieł, 2018 r.: - Po spotkaniu z czytelnikami we Lwowie podeszła do mnie małżonka konsula Republiki Czeskiej. Zaproponowała, że pan konsul za chwilę podjedzie samochodem pod księgarnię, żeby zabrać mnie i pokazać rzecz ważną dla Czechów na Ukrainie. Chodzi o pewną pamiątkową tablicę.
Zgodziłem się od razu. Wszystko, co dla Czechów ważne, mnie także interesuje.
Konsul zawiózł nas do czeskiego konsulatu. Był późny wieczór i ukraińscy strażnicy patrzyli spode łba na tę nagłą wizytę, zwłaszcza że dyplomata z gościem nie weszli do pomieszczeń urzędowych, tylko stali w jednym miejscu na korytarzu i wpatrywali się w ścianę.
A na niej - w złotą tablicę z czarnym napisem: „W tym miejscu w latach 1902-1903 Jára Cimrman miał zamiar wybudować gigantyczną fabrykę wody sodowej”.
Przeczytałem napis i spojrzałem zaskoczony na gospodarzy. Dyplomata, widząc moje zdumienie, uznał za stosowne od razu wyjaśnić: - Oczywiście Jára Cimrman miał doświadczenie w wodzie sodowej, bo przyjechał do Lwowa wprost z Budapesztu, gdzie z sukcesem wpuścił bąbelki do Dunaju.
Przy tym pan konsul nawet się nie uśmiechnął. Zrozumiałem, że nie było w tym rzeczowym wyjaśnieniu ani w tablicy nic zabawnego.
Spojrzałem jeszcze raz wymownie na konsula, który dalej wyjaśniał: - W miejscu, gdzie stoi budynek konsulatu, był wielki dół. Jára wykopał go pod fundamenty fabryki. Niestety, z niejasnych powodów nie dokończył dzieła. I na tych fundamentach zbudowano nasz konsulat.
Poniższy reportaż Mariusza Szczygła o Járze Cimrmanie ukazał się w "Gazecie Wyborczej" 5 stycznia 2011 r. oraz w wydanej przez Agorę książce "Láska nebeská"
  • CZĘŚĆ 1: Jára Cimrman we mgle
W Muzeum Narodowym w Pradze skończyła się właśnie wystawa dzieł największego czeskiego geniusza, a prawdopodobnie jednego z największych geniuszów świata - Járy Cimrmana. Otwarto ją w święto narodowe, w dzień patrona Czech - św. Wacława. W kraju, w którym panuje niechęć do zadęcia, taka symboliczna data coś znaczy.
Cimrman był bowiem umysłem renesansowym, porównywalnym tylko z Leonardem da Vinci. ("To jedyny mój pacjent, który potrafił wywołać we mnie kompleks" - Zygmunt Freud).
Wystawa w Narodowym pokazywała ułamek twórczości Cimrmana - wynalazki. Wiele z nich współcześni czescy inżynierowie odtworzyli na podstawie szkiców, które odnajdowano przypadkiem od 1965 roku zamurowane w ścianach.
Kiedy usiłowałem wejść na tę wystawę, musiałem stoczyć bój z tłumem. Szczerze mówiąc, udało mi się włożyć głowę między ściśnięte ciała Brytyjki i Francuza i zobaczyć przez chwilę jedno z dzieł.
Była to genialna wprost wtyczka do prądu. (Wielu cimrmanologów dowodzi, że Jára Cimrman pomógł Edisonowi wynaleźć żarówkę; inni, choćby polski znawca J.C. Paweł Leszczyński, przychylają się do wersji, że Czech na zlecenie Edisona wyrobił gwint do żarówki; z tego powodu powszechnie na żarówki mówiono w Czechosłowacji "jarówki"). Genialna wtyczka, którą zobaczyłem w muzeum, przeznaczona jest dla samobójców. Zamiast kabla ma rączkę z metalu, gwarantuje więc natychmiastową śmierć.
Mało kto wie, że Jára Cimrman był pionierem internetu. Kiedy w 1889 roku Amerykanin Strowger wynalazł centralę telefoniczną, Cimrman niewiele później kupił tani namiot cyrkowy, który przemienił w naukowe centrum telekomunikacyjne. Zatrudnił do tego 12 emerytowanych profesorów szkół średnich. Każdego z nich posadził w namiocie przy telefonie i płacił za odpowiadanie dzwoniącym na pytania z jego dziedziny. Namiot działał cztery lata, do momentu, aż siedmiu profesorów zaatakował wirus.
Jára Cimrman - wynalazca, dramatopisarz, eksperymentator teatru, kompozytor, dentysta, filozof, narciarz, globtroter (zdobył biegun północny), przyjaciel i nauczyciel Alberta Einsteina - w Polsce nie jest szeroko znany.
Zanim postanowiłem przełamać polskie milczenie na jego temat, chciałem zorientować się, dlaczego nasi bohemiści nigdy nie poświęcili mu popularyzatorskiego studium. Rozmawiałem o tym z wieloma Czechami, którzy byli zgodni: zazdrość.
Zresztą, dowodzili, zjada ona też wiele innych narodów. Kiedy nieprzygotowany odbiorca zetknie się ze spuścizną Cimrmana, przeżywa szok, a potem falę zawiści. Na przykład wielu powątpiewa w zdobycie przez Cimrmana bieguna północnego: twierdzą, że uciekając przed wygłodniałym plemieniem Mlasków, ominął biegun o siedem metrów. Trudno chyba im pogodzić się z tym, że Czesi - ten niezbyt liczny naród - wydali na świat kogoś, kto przygniata swoim dorobkiem najzdolniejszych Polaków, Niemców czy Rosjan.
À propos tych ostatnich - zauważyłem, że w kanonicznej monografii o Antonim Czechowie autorstwa René Śliwowskiego nie ma informacji (wypadła celowo?) o znamiennym spotkaniu obu twórców, dzięki któremu Czechow napisał "Trzy siostry".
Było tak: Czechow siedział w swojej altanie i pisał. - Antoni Pawłowiczu, a co to piszecie? - zagadnął Jára Cimrman, który właśnie przechodził obok. - "Dwie siostry" - odpowiedział pisarz. - Nie za mało? - spytał geniusz i poszedł dalej.
Zacznijmy jednak od życiorysu. Jára Cimrman urodził się w Wiedniu, w latach 1840-1893, jako syn czeskiego krawca Leopolda Cimrmana i austriackiej aktorki Marlen Jelinek-Cimrman (konflikt rodziców spowodował, że chodził jednocześnie do czeskiej i niemieckiej szkoły).
Sam wybrał narodowość czeską i z nią się utożsamiał.
Jako genialnie piszące dziecko wysyłał listy protestacyjne do zaborcy, czyli cesarza monarchii habsburskiej Franciszka Józefa. Cesarz jednak nigdy na nie nie odpowiedział. Prawdopodobnie dlatego, że mały Jára prosił go o to, żeby umarł lub abdykował w jakimś łatwym do zapamiętania roku.
W 2008 r. odnalazła się ostatnia sztuka patriotyczna Cimrmana. Podczas likwidacji cukrowni w Dymokurach, gdzie Cimrman przez pewien czas był nauczycielem w szkole podstawowej, znaleziono rękopis. Tekst nosi tytuł "Czeskie niebo", bo właśnie w niebie zbiera się senat złożony z największych postaci czeskiej historii."Ograniczenie produkcji cukru w Republice Czeskiej przyniosło przynajmniej jeden słodki efekt" - pisała prasa.
W uwagach dla reżysera Cimrman pisze wprost, że aby odciągnąć uwagę od antyhabsburskiej wymowy sztuki, reżyserzy powinni rozważyć wystawianie jej pod tytułem "Chwała cesarzowi!".
Mieszkańcy Dymokur są zaś dumni z pomocy, jaką dramaturg od nich otrzymał. Otóż żeby mieć 27 kopii sztuki naraz, Cimrman dyktował ją wszystkim 27 uczniom. Jeszcze do niedawna żyli ostatni, którzy chwalili się, że byli tzw. żywą kopiarką Cimrmana.
Ojciec Járy, czeski patriota, pochodził z Liptakova i przez całe życie nie mógł o tym zapomnieć. Zygmunt Freud, który szył w jego wiedeńskiej pracowni zimowe palto, zdiagnozował u Leopolda nerwicę natręctw, a właściwie jej odmianę, którą wprowadził potem do nauki jako telepatriotyzm.
Krawiec podczas szycia miał przywidzenia, że jest małym chłopcem i w rodzinnym Liptakovie próbuje cukierków z miodu. Wkładał wtedy bezwiednie do ust metalowe guziki, po czym ssał je i połykał. Jego organizm nie umiał ich strawić, w rezultacie usunięto mu operacyjnie 87 guzików.(Po pozbawieniu żołądka ciężaru ojciec nabył obsesji, że jest za lekki i uleci w powietrze; z tego problemu także leczył go Freud).
Wróćmy jednak do rozrzutu lat urodzenia Járy Cimrmana. Polski badacz Paweł Leszczyński skłania się do teorii, że wynika on z manii geniusza. „Jedną z jego obsesji - pisze Leszczyński za cimrmanologami czeskimi - było nieustanne niszczenie i fałszowanie jakichkolwiek informacji na swój temat, począwszy od fotografii, a skończywszy na oficjalnych dokumentach.
Cimrman chciał w ten sposób zapobiec tworzeniu swojej legendy, uznając przede wszystkim wagę czynów, a nie suchych faktów i dat”.
Prawdopodobnie zacieranie śladów doprowadziło do tego, że nie jest znany niemal żaden wizerunek Járy Cimrmana. Istnieje jego autopopiersie z kamienia, na którym zanikły już rysy twarzy, ponieważ przez dziesiątki lat rzeźba służyła jako manekin w zakładzie kapeluszniczym. Na popiersie wkładano filcowe kapelusze i formowano je gorącą parą.
Zachowało się za to jedno jedyne zdjęcie przyszłego geniusza - ma na nim około roku.
Widzimy go tu z siostrą bliźniaczką, ale niestety, nie wiadomo, które z dzieci to Jára.
Zauważmy, że jedno z nich unosi lewą dłoń z przegiętym nadgarstkiem - i na tej podstawie sądzi się, że jest to dziewczynka. Niemniej kiedy pojawiła się pogłoska, że Jára Cimrman był także homoseksualistą, uznaje się możliwość, że dziecko z przegiętym nadgarstkiem jest płci męskiej.
Sporo pisało się o traumie, jaką Jára przeżył w młodości.
Rodzice do 16. roku życia ukrywali przed nim, że jest chłopcem, bo chcieli, żeby donosił ubrania po starszej siostrze. Wracając do dat urodzenia. Istnieje też inna teoria. Dzięki niej w Czechach przez wiele lat obchodzono setną rocznicę urodzin geniusza. Do tej wersji skłania się polska badaczka Magdalena Domaradzka. Oto fragment wykładu na temat Cimrmana w Pradze w 1992 roku, jaki Domaradzka cytuje w swojej pracy:
"Również w tym roku obchodzimy setną rocznicę urodzin Járy Cimrmana. Dzięki proboszczowi IV parafii w Wiedniu Franzowi Huschkowi, który większości zapisów w księgach dokonywał w stanie nietrzeźwym, nie da się z pewnością powiedzieć, czy małżonkom Marlenie i Leopoldowi Cimrmanom urodził się synek mroźnej nocy w lutym roku 1857, 1864, 1867 czy 1892. Zapisy sugerują nawet rok 1893. A więc i w przyszłym roku minie 100 lat od dnia jego narodzin".
Nie wiadomo, kiedy Cimrman umarł. Przyjmuje się, że zniknął w pewnym momencie, ale nikt nie wie, w jaki sposób, kiedy i gdzie.
Po sensacyjnym odnalezieniu jego spuścizny w 1966 roku (teoretyk muzyki dr Hedvabný chciał zbudować w swoim domu w Liptakovie kominek i znalazł w ścianie skrzynię z dramatami, partyturami i szkicami Cimrmana) wystawiono pierwszą sztukę "Akt". Od razu było wiadomo, że jest to czeski dramaturg wszech czasów.
Najlepiej wyraził to scenarzysta i aktor "Butelek zwrotnych" i "Koli" Zdenek Sverák:
"Można w to wątpić. Można się z tym nie zgadzać, ale to jedyne, co przeciwko temu da się zrobić". Od 1992 roku działa w Pradze Teatr Járy Cimrmana na Żiżkowie (www.zdjc.cz), który wystawia 15 z 29 odnalezionych sztuk mistrza. Kolejki po bilety ustawiają się tam od siódmej rano.
W ciągu dziesięciu lat udało mi się obejrzeć tylko jedno przedstawienie, co - jak mnie przekonywała jedna z bojowniczek o bilety - i tak jest sukcesem.
Ponieważ nie wiadomo, od kiedy Cimrman nie żyje, można założyć, że przez nikogo nierozpoznany mógł widzieć pierwsze wystawienia swoich sztuk w komunistycznej Czechosłowacji.
Od czasu, kiedy po raz pierwszy publicznie zaprezentowano dokonania czeskiego geniusza (w słynnym programie radiowym nadawanym na żywo z bezalkoholowej winiarni Pod Pająkiem w Pradze), jego sztuki stały się modne i są modne do dzisiaj.
W Polsce przez ostatnich 20 lat nie pisało i nie mówiło się o tym za wiele ze względu na estymę, jaką cieszy się w naszych elitach intelektualnych dramaturg Václav Havel.
Dramaturgia Cimrmana to teatr między operetką a Ibsenem. Ktoś nazwał jego sztuki "bajkami deformowanymi przez logikę i doświadczenie dorosłych". Ma na koncie więcej różnorodnych dokonań dramaturgicznych niż Havel, bo i monumentalne dzieła historyczne, i farsy, i musicale.
Jedna ze sztuk świadczy - zdaniem znawców - że Jára Cimrman dożył jednak sędziwego wieku. W dramacie "Śliwka" - z podtytułem "Sceniczny sklerotykon" - większość postaci to ludzie bardzo starzy, dialogi są po raz pierwszy rwane i niedokończone, jakby opuszczały fabularne koryto rzeki, tworząc ślepe laguny, z których nie ma już powrotu.
Wszyscy są zgodni, że tylko bardzo dojrzały twórca mógł tak idealnie pokazać, jakie piętno starość odciska na mózgu. Cimrman przedstawia dwie komplementarne wady umysłu starego człowieka: nie ma on już zdolności utrzymania myśli i za nic nie opuści tej myśli, którą ma.
Obserwując potencjał intelektualny aktorów, Cimrman stworzył słynny w Czechach i Austrii Dekalog Aktora. Oto pierwsze cztery przykazania:
  1. Pamiętaj, że na scenie nazywasz się inaczej niż w życiu. Dobrze jest znać imiona pozostałych postaci.
  2. Emocje wyrażaj raczej tyłem do publiczności. I śmiech, i płacz najlepiej wyrazisz ruchem ramion.
  3. Za przedmioty rzucane na scenę nie dziękuj.
  4. Przy podpowiedziach suflera nie powtarzaj wszystkich zdań, niektóre są dla twoich kolegów. Jako wizjoner teatru Jára Cimrman doprowadził do najciekawszego eksperymentu w teatrze europejskim I połowy XX wieku. (Streszczam za doc. Jirzím Šebánkiem, który omawiał go na IV Salonie Járy Cimrmana w 1970 r.). Czech miał ambicję pokazać w teatrze monumentalny kalejdoskop historii, zaczynający się od bitwy pod Termopilami, z powstaniem bokserów w Chinach na finał.
Widowisko usytuował w amfiteatrze o długości ośmiu kilometrów. Tak wielkiej sceny widz nie mógł zobaczyć nawet przy użyciu lornetki, dlatego za zezwoleniem c.k. kolei scenografię przedstawienia ustawił wzdłuż trakcji między Tešeticami a Vrkutami, gdzie pociągi zwalniały bieg, a pasażerowie z okien i dachów wagonów obserwowali akcję. Kiedy pociąg wracał, widzowie mieli wyjątkową możliwość oglądania przedstawienia od końca do początku.
Ówczesna prasa pisze, że w trakcie najbardziej sensacyjnych scen kolej odnotowała wiele przypadków użycia hamulców bezpieczeństwa i z tego powodu szybko wycofała się z koprodukcji.
Cimrman w latach 90. XIX wieku zbudował od podstaw teatr lalkowy w Paragwaju. Przy tej okazji wynalazł tzw. ożywione drewno.
Podczas swojej pracy politycznej z paragwajską biedotą napotkał problem, jak wytłumaczyć jej pojęcie "rząd marionetkowy". Zaczął więc rzeźbić lalki z drewna. Cóż, lekcje Cimrmana nie satysfakcjonowały naiwnych widzów: "Ministrowie przecież nie są tak mali!" - krzyczeli. Z dnia na dzień rzeźbił więc większe lalki, aż w końcu kupił w fabryce odzieży Peréz kilka manekinów wystawowych. Biedota przywitała te figury z zachwytem.
Niestety, po kilku przedstawieniach "Marionetkowej junty" on i jego pomocnicy byli tak wyczerpani poruszaniem manekinów, że doszło do przełomu. Przełom ów wstrząsnął teatrem lalkowym jako takim. Otóż Cimrman zastąpił manekiny żywymi aktorami i właśnie na nich zaczęto mówić "ożywione drewno". Aktorzy ci byli bez talentu, choć prowadzeni linkami za rękę, poruszali się także o własnych siłach. Dlatego też Cimrman mógł zastąpić prowadzących lalki półprowadzącymi, którzy pracowali za połowę pensji.
Od lat co jakiś czas odnajdują się nowe dzieła Cimrmana i warto zauważyć, że jeśli teksty dramatyczne mają tytuły przeciętne, bez polotu, to
nazwy jego utworów muzycznych zawsze skrzą się od humoru, np. "Jazzuici" (chorał), "Fokstrotyl" (fokstrot), "Fałszywa polędwica" (uwertura dysharmoniczna), "Majonez" (polonez), "Przenikliwy biszkopt" (sonata na dwa flety i piszczałkę). Pojechałem niedawno do Pragi na wykład o dokonaniach operowych Járy Cimrmana.
Do jego pierwszego kontaktu ze światem opery doszło w 1882 roku, kiedy dla Theater an der Wien przygotował fortepianową windę.
Skrócił tym i ułatwił sześciu tragarzom codzienne transportowanie fortepianu z sali prób w suterenie na scenę i z powrotem po schodach.
Strasznie niszczyło to instrument. Rok później napisał już dla tego teatru pierwszy kuplet.
Operę "Proso" stworzył na polu pod Warszawą. We wrześniu 1895 roku ze swoim przyjacielem hrabią Ferdynandem Zeppelinem wylecieli sterowcem do Brukseli. Jednak nieprzyjazny wiatr zepchnął ich aż do Polski. Zeppelin uniknął zderzenia z drzewami, lądując na świeżym ściernisku. Przez to płaszcz sterowca uległ wielokrotnej perforacji. Ponieważ przy wychodzeniu z kosza Jára zwichnął nogę, hrabia zalepiał dziury, a Jára Cimrman wykorzystał przerwę do napisania siedmiogodzinnego fresku operowego "Proso", który zaczyna się od sceny, kiedy pod Glasgow na pustkowiu, w biednej serbskiej rodzinie, rodzi się bogaty hrabia Nikolić.
Dr Jan Hrabeta przedstawił podczas wykładu specyficzny Cimrmanowski sposób zapisu nut. Otóż kompozytor nie używał papieru nutowego. Przez pewien czas interpretowano to wysoką ceną liniowanego papieru w tamtych czasach.
Jára kreślił na papierze gładkim, a pięciolinię miał wyrysowaną na ruchomej podkładce, którą kładł pod arkusz. Z biegiem czasu znawcy ustalili, że powodem nie była wysoka cena, ale kwestia transpozycji. Jednym prostym ruchem przesuwał podkładkę w dół lub w górę i już miał utwór przetransponowany, co ułatwiało pracę muzykom.
Cimrman, w odróżnieniu od wszystkich ówczesnych kompozytorów, nie wykorzystywał w uwerturach ani pobocznych, ani tym bardziej głównych motywów melodycznych. Na przykład w uwerturze do operetki "Knajpa na polance" nie znajdziemy ani jednej muzycznej myśli. Cimrman pracuje tu wyłącznie z muzycznymi pauzami. Tak więc stwarza atmosferę pełną napięcia; stopniuje ją nieustannym przeplataniem elementu oczekiwania i elementu rozczarowania. Jest to przykład jego sławnych "kompozycji frustracyjnych".
Po takiej uwerturze niezaspokojony słuchacz tym łapczywiej wita pełne muzycznie części samej operetki.
W tym kontekście blednie późniejsze (o wiele dekad!) dokonanie Johna Cage'a, który w 1952 roku stworzył sławny utwór 4'33'', znany jako "cztery i pół minuty ciszy" - utwór bez jednego dźwięku.
Nie wszystkie pomysły czeskiego geniusza były jednak udane. Jako librecista chciał osiągnąć doskonałość absolutną, dlatego niepokoiła go kwestia rymu. Rymy dokładne, takie jak "życie - mycie" czy "brała - dała", uznawał za półrymy.
Słuchacz - według Cimrmana - miał prawo do całkowitego współbrzmienia. To doprowadziło kompozytora do teorii rymu absolutnego. Jej fundamentem jest twierdzenie, że rym absolutny można stworzyć wyłącznie przez powtórzenie słowa. Jak w jego operze "Janowice Węglarzowe":
Kochałem dziewczę piękne/ Oczy miała bardzo piękne/ Włosy miała bardzo jasne/ Co dla ludzi było jasne/ Kiedy rano się obudziła/ Wtedy się już obudziła.
Cóż, wymagający słuchacz - jak zauważył prof. Pavel Vondruška - nie obroni się przed poczuciem, że doskonałość rymu osiągnięto tu ze szkodą dla treści.
Za to niewątpliwym wkładem Járy Cimrmana w historię fotografii światowej jest absolutnie oryginalna idea zdjęcia, na którym nic nie widać.
Pecha miał wynalazek zgłoszony w londyńskim Patent Office - bar dla psów (na zdjęciu). Bary te produkowała firma kamieniarska Stones and Sons. W wyniku złośliwości przechodniów szybko zostały usunięte. Ludzie bowiem w nocy masowo nalewali do nich alkohol.
Miejsce na tę skromną prezentację geniusza wszech czasów się kończy.
Odnotuję jeszcze, że nie bez powodu odsłonięto niedawno w Sudetach w miasteczku Tnavald pomnik Cimrmana, na którym nie można go zobaczyć. Jest to bowiem "Jára Cimrman we mgle".
  • CZĘŚĆ 2: Jára Cimrman w realu
Nie ma Czecha, który by nie wiedział, kim jest Jára Cimrman, chociaż nie istnieje i nigdy nie istniał. To geniusz wymyślony. Jednak naród czeski otacza go kultem.
Oto sześć elementów, bez których trudno zrozumieć ten fenomen.
Po pierwsze: garść prawdy.
Teatr Járy Cimrmana na Żiżkowie rzeczywiście działa, a kolejki po bilety rzeczywiście ustawiają się od rana.
Wystawa w Muzeum Narodowym naprawdę się odbyła i naprawdę została otwarta w dzień patrona Czech.
Patriotyczny spektakl "Czeskie niebo" (rękopis rzekomo znaleziony w cukrowni) miał premierę dokładnie w 90. rocznicę powstania Czechosłowacji, w 2008 roku.
W 2009 roku ukazało się pełne wydanie wszystkich dramatów Járy Cimrmana i wykładów o nim (z którego zaczerpnąłem część powyższych informacji).
W 2010 roku bardzo efektownie (i drogo) wydano faksymilia odnalezionych dokumentów i zapisków geniusza.
Cimrman ma swoje ulice w Brnie, w Ołomuńcu i w czterech innych miejscowościach. Jest też nabrzeże Járy Cimrmana w Lipniku, który w ogóle nie leży nad wodą.
W 2005 roku Czesi wybierali największego Czecha w ogólnonarodowym konkursie na licencji BBC. Telewidzowie mogli głosować, na kogo chcą. W półfinale okazało się, że wygrywa Jára Cimrman. Telewizja czeska wydała oświadczenie, że zgodnie z zasadami konkursu nie może w nim startować osoba nieistniejąca. Liczba ataków, głosów krytycznych i listów, jakie musiała po tym na siebie przyjąć, była niespotykana. "Najważniejsze, że Jára Cimrman istnieje w naszych głowach" - napisał jeden z telewidzów.
BBC Worldwide oznajmiło, że konkurs ma na celu dyskusję, co jest fundamentem wielkości i jak się do tego fundamentu ma spuścizna danego bohatera narodowego oraz jego cechy. A postać wymyślona nie ma własnych cech - ma tylko cechy, które ktoś dla niej wymyślił. Cimrmana usunięto więc z dalszej rywalizacji. (Konkurs wygrał cesarz Karol IV, który wygrał także plebiscyt niemiecki).
To naprawdę unikat - napisał w "Lidovych Novinach" Vladimír Just, znany eseista i krytyk teatralny - modelem identyfikacyjnym z historii jest dla wielu Czechów mistyfikacja literacka.
"-Największy Czech to fikcja - powtórzył zadowolony kioskarz, u którego kupowałem tę gazetę. - I co z tego? Zawsze, proszę pana, kluczyliśmy, szwejkowaliśmy. Cimrman jest dla nas dobry, bo nie musimy stykać się z prawdą. A upieranie się przy prawdzie od czasów Habsburgów nie wychodziło u nas nikomu na dobre."
Po drugie: pomysł.
"Oszustom", czyli twórcom Járy Cimrmana, do głowy nie przyszło, że ich pomysł wytrzyma z sukcesem ponad 40 lat. Byli przekonani, że już druga sztuka, jaką napiszą w imieniu Cimrmana, będzie ostatnią.
Kiedy w programie radiowym - podczas "transmisji" z nieistniejącej bezalkoholowej winiarni Pod Pająkiem w 1966 roku - ogłosili, że oto odnaleźli pozostałości po wielkim geniuszu, wielu dało się nabrać.
Ladislav Smoljak (zmarły niedawno reżyser filmowy i aktor, obok Zdenka Sveráka jeden z głównych twórców fenomenu) tłumaczył, że wszystkie żarty i informacje o Cimrmanie mają być zawsze balansowaniem na granicy wiarygodności.
Dowcipy te nazywał dowcipami z opóźnioną eksplozją. Niewinne zdania, które "udają zdania normalne, wślizgują się do głowy widza i eksplodują dopiero w nim". Czytamy o geniuszu i trzeba sekundy, dwóch, żebyśmy złapali, że przecież w biednej serbskiej rodzinie nie może urodzić się bogaty hrabia Nikolic.
Jirí Šebánek, jeden ze współpomysłodawców, którego drogi ze Smoljakiem i Sverákiem rozeszły się dość szybko, preferował - jak mówił Smoljak - zbyt czarny humor. Rozgłaszał na przykład, że geniusz powoli pozbawiał się swoich organów wewnętrznych i w końcu chodził po świecie jako pusta cielesna skrzynka. Zaś Cimrman, uważali koledzy, nie może przy pierwszym wrażeniu wydawać się nieprawdopodobny.
Po trzecie: mistyfikacja jako gatunek narodowy (użyję pojęcia krytyka Justa).
W 2009 roku rzeźbiarz David Cverný wystawił w Brukseli głośną instalację "Entropa" na temat narodowych stereotypów w Europie. Rząd czeski zapłacił za udział 27 europejskich artystów w tym projekcie, ale szybko okazało się, że całe dzieło powstało w pracowni Czecha, zaś twórcy, ich życiorysy i strony internetowe zostały sfingowane.
W 2003 roku dwóch filmowców stworzyło wielką kampanię reklamową nieistniejącego supermarketu Czeski Sen i nakręciło antykonsumpcjonistyczny w swojej wymowie film o Czechach, którzy dali się nabrać na reklamę.
W 1911 roku Jaroslav Hašek (pięć lat przed powstaniem dadaizmu) stworzył fikcyjną Partię Umiarkowanego Postępu (w Granicach Prawa). Partia miała udawane mityngi wyborcze i fikcyjnych kandydatów. Przemówienia, odezwy i dokumenty partii to cały tom książki, z rozprawą przewodniczącego Haška "Największy pisarz czeski Jaroslav Hašek" na czele.
W 1817 r. czeski badacz Václav Hanka sfabrykował, a potem "znalazł" w mieście Dwór Królowej nad Łabą rękopis z XII wieku. Opiewano w nim wierszem zwycięstwa Czechów nad różnymi najeźdźcami. (Potem cudownie znalazł się jeszcze następny rękopis). Oba posłużyły do budowania tożsamości nie tylko czeskiej, lecz także słowiańskiej, miały być dowodem, że naród czeski wcześnie osiągnął wysoki stopień kulturowego i literackiego rozwoju.
Ponad sto lat trwała walka przeciwników i zwolenników rękopisów. Kto ośmielił się uznać je za falsyfikat, natychmiast był izolowany społecznie, opuszczony i szykanowany. Taki los spotkał sławnego czeskiego księdza, patriotę i językoznawcę Josefa Dobrovskiego, bo napisał: "Nie mamy prawa szczycić się skłamaną historią. Wystarczy nam to, co w niej jest prawdziwe. Kłamstwa zostawmy tym, którzy oprócz nich nie mają nic innego".
Po czwarte: popyt.
W pierwszym zdaniu ważnej czeskiej książki eseisty Josefa Jedlicki "Czeskie typy albo Popyt na naszego bohatera" (1992) czytamy, że czeska literatura nie ma żadnego bohatera z prawdziwego zdarzenia. Można ją przeorać na wszystkie sposoby, a nikogo w typie Rolanda, Parsifala, Robin Hooda, Tarasa Bulby czy Don Kichota się nie znajdzie. Oczywiście istniał św. Wacław, Hus czy Żiżka, ale są to postacie historyczne, a szukamy kogoś, w kogo można wlać standardowe wspólne wyobrażenie bohatera.
Cimrman jest więc, być może, wynikiem frustracji.
Po piąte: znaczenie Járy Cimrmana.
Celnie wyraziła to najbardziej znana w świecie czeska dokumentalistka Helena Teštíková.
Jako świeża absolwentka szkoły średniej z komunistycznej Czechosłowacji wyjechała do luksusowej willi na przedmieściach Bonn jako opiekunka do dzieci. Przeżyła szok, gdy po raz pierwszy w życiu zobaczyła zmywarkę do naczyń. Chciała swoim gospodarzom opowiedzieć o życiu kulturalnym Pragi, o filmach i spektaklach.
"Pierwsze nieporozumienie nastało - napisała niedawno w swoim blogu - kiedy usiłowałam opowiedzieć o niealkoholowej winiarni Pod Pająkiem i objawieniu naszego narodowego geniusza Járy Cimrmana.
Nie mogli zrozumieć, dlaczego taką osobę adorujemy, podziwiamy i z czego się śmiejemy. Wtedy właśnie poczułam swoją samotność. Po pewnym czasie doszła niechęć do miejsca, w którym się znajdowałam. Żadna zmywarka nie mogła wypełnić poczucia pustki, nudy, braku inspiracji i nieporozumienia".
Do tego przyszedł sierpień 1968 roku, wojska Układu Warszawskiego najechały Czechosłowację. Jej gospodarze zaproponowali, żeby została w Niemczech na stałe. "Nie, stokroć nie - mówiłam sobie. W kraju, gdzie do każdego dania musi być inna serweta, gdzie myśli się, że największym przejawem ludzkiego ducha jest auto marki Mercedes, a nie rozumie się Cimrmana, żyć nie będę!
W luksusowej kuchni oglądałam telewizję i widziałam radzieckie czołgi na ulicach Pragi. Za każdą cenę do domu! Mogę z czystym sumieniem potwierdzić, że geniusz Jary Cimrmana swoim magnetyzmem przyciągnął mnie z powrotem do ojczyzny".
Niedawno korespondent czeskiego radia w Warszawie Petr Vavrouška spytał, dlaczego tyle mówimy w Polsce o patriotyzmie. Obserwował ubiegłoroczne kampanie wyborcze w Czechach i w Polsce. - W Polsce - powiedział - każdy polityk z każdej opcji mówił o patriotyzmie. W Czechach - żaden. Czego wy, Polacy, tak się boicie?
Być może, proszę państwa, uwielbienie dla Járy Cimrmana - w kulturze, gdzie tak mało mówi się o miłości do ojczyzny i niechętnie to uczucie nazywa - to forma patriotyzmu.
Po szóste: jedna odpowiedź.
Pytam Czechów o ich geniusza przy różnych okazjach. - Jak możecie wierzyć w kogoś, kto nie istnieje?
"-Ale to zupełnie tak jak u was, w katolickiej Polsce, prawda?"
źródło: http://wyborcza.pl/7,161389,22871277,falszywa-poledwica.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Co on/ona myśli,że Ty myślisz i czujesz jeśli chodzi o tą relację? Anna Zawadzka przyznaje sie do Aborcji. Anna Zawadzka kolejna wtopa. „Wiem, że moje imię jest dla Ciebie ważne” Oszustka na MSP [OPIS]  Czarna Dama Zeamsone bb (Tekst w opisie) Trening skokowy #8 z GLEBĄ Co on/ona aktualnie czuje i myśli o Was i Waszej relacji?/suplement do czytania nr 3 w opisie Kosmate myśli ✨ Co On/Ona myśli na mój temat? Zeamsone - bb (8D AUDIO) Piękni i Młodzi - Ona Jest Taka Cudowna (SummerMood Remix) NOWOŚĆ DISCO POLO 2019

Myślę że nie po niemiecku — Słownik Polsko - Niemiecki ...

  1. Co on/ona myśli,że Ty myślisz i czujesz jeśli chodzi o tą relację?
  2. Anna Zawadzka przyznaje sie do Aborcji. Anna Zawadzka kolejna wtopa.
  3. „Wiem, że moje imię jest dla Ciebie ważne”
  4. Oszustka na MSP [OPIS] Czarna Dama
  5. Zeamsone bb (Tekst w opisie)
  6. Trening skokowy #8 z GLEBĄ
  7. Co on/ona aktualnie czuje i myśli o Was i Waszej relacji?/suplement do czytania nr 3 w opisie
  8. Kosmate myśli ✨ Co On/Ona myśli na mój temat?
  9. Zeamsone - bb (8D AUDIO)
  10. Piękni i Młodzi - Ona Jest Taka Cudowna (SummerMood Remix) NOWOŚĆ DISCO POLO 2019

układ nr 3-dwie ostatnie karty mogą również dla niektórych oznaczać, że ta osoba (o którą tu pytacie) uważa, że już spotkaliście właściwą/jedyną osobę i nie chcecie relacji z ... Ona myśli, że jest gwiazdą .... Fragment z Blogo S... Dziwna Pani i jeszcze dziwniejszy wywiad. Co ona ma w tej głowie ... takie chaotyczne i bezmyślne gadanie. Ona myśli, że jest gwiazdą .... Co on/ona myśli,że Ty myślisz i czujesz jeśli chodzi o tą relację? ... Co on/ona żałuje że zrobił/a vs nie zrobił/a w tej relacji? ... PANNA rok 2020 To co jest ci przeznaczone ... Lawina myśli, trudno przyznać się, Że tego dnia spotkało właśnie mnie. Uczucie, które łączy serca dwa ... Rozumiem, że to właśnie miłość jest. Ref: Ona jest taka cudowna Niewinna i ... Ona kryje wszystko, bo wie jak to działa Ona mówi, że jest jak Montana Max Że jest jak Montana Max Prędzej czy później przyzwyczają się wszyscy Prędzej czy później przyzwyczaisz swe myśli HD! Uprzedzając wszystkie złośliwe komentarze na temat dlaczego spadłam. Oczywiście, że wina upadku jest MOJA, jestem tego świadoma ale człowiek uczy się jeździć całe życie ... To nie przypadek, że tutaj jesteś Czy jestcoś, co Cię dręczy? Chcesz się może dowiedzieć czy ta osoba jest Ci pisana? Masz do podjęcia trudną decyzję? Finansowo nie za dobrze? Chętnie ... Mam różowe okulary ona myśli, że to Paryż, ale to nie czary Skurwysynu są pieniądze w grze więc się nie dogadamy Dzwonią telefony z branży ... Że jest jak Montana Maks [Refren] Na początku sama oszukuje a jak już ten KTOŚ kto został przez nią oszukany oszuka ją to ona myśli że jest aniołkiem. PS: piszcie w komentarzach #oszustka a dam wam serduszko i prezent na ... „Wiem, że moje imię jest dla Ciebie ważne” Wykonanie: 90. Piesza Pielgrzymka Łódzka, grupa 8. Data nagrania: 23 sierpnia 2015 r. Miejsce nagrania: Piaski. Au...